niedziela, 22 listopada 2015

Skrzydlate upadki rozdział 4

     Dwie skryte w cieniu postaci stały pod wysokim klonem, dyskutując zawzięcie. Męskie głosy przecinały ciszę nocy. Jeden z nich był nieprzyjemny i chrapliwy, drugi delikatny i gładki, choć zimny.
- Dlaczego miałbym przystać na ten układ? - Zapytał mężczyzna o niemiłym głosie.
- Nie masz nic do stracenia. Jeśli nie wyjdzie, nic na tym nie stracisz.
- Nie tobie to rozsądzać!
- Powierzam ci proste zadanie.
- Jakie?! Proste?! To ma być żart?!
- Nie wydzieraj się. Jeśli się uda, wszyscy na tym skorzystamy. Oboje wiemy że obecny porządek jest niesprawiedliwy. Te nędzne robaki dostają wszystko, a nas gromią. Piotr i Michał zbyt długo wchodzą nam w drogę. Strategia jest ustalona i jasna; trzymaj się planu, a wszyscy na tym skorzystamy.
- A jakie ty będziesz miał z tego korzyści?
- Tym się nie przejmuj. Nie pragnę władzy. Ale pamiętaj - gdy ją przejmiesz, ja będę miał spokój. Jasne? Skrawek tylko dla mnie, z dala od twoich wpływów.
- Niech ci będzie.
Skinąwszy sobie na pożegnanie, poszli w całkowicie odmiennych kierunkach. Jeden z nich usilnie starał się odgonić przed powrotem wspomnienie karmelowych włosów, i trwającą w jego umyśle od tysięcy lat wizję. Wizję związaną z właścicielką najpiękniejszej twarzy na świecie, wizję, którą miał zamiar wkrótce wcielić w życie.
...................................................................
     Nashera stała przy otwartym oknie w nadziei, że zimne, nocne powietrze wypędzi z jej głowy resztki wizji. To było bez sensu. Nie miała wizji od kilkudziesięciu lat, a teraz tak nagle miałaby się pojawić? Z całego serca chciała uwierzyć że był to tylko sen, jednak dobrze znane uczucie zimna przeczyło wszelkim resztkom nadziei. Zamknęła okno zrezygnowana. To przecież niemożliwe... Dobrze znała głosy, które nadal rozbrzmiewały w jej głowie. Ale to było tak nierealne... Gabriel i Lucyfer? Przejęcie władzy? To musiał być tylko zwykły sen. Zerknęła na zegar. 4:30. Nie było sensu kłaść się spać. Zamiast tego zaczęła przygotowywać śniadanie, sprzątać, robić dosłownie wszystko, by odpędzić od siebie mroczne myśli.
............................................................
Uriel radził sobie z nową żeczywistością o wiele lepiej niż mogła się spodziewać. Po śniadaniu udali się na zakupy. A właściwie najpierw Nashera poszła kupić mu kilka rzeczy, by mógł opuścić dom ubrany w coś więcej niż zbyt małe spodnie od dresu. Kilka godzin chodzenia po sklepach skutecznie zepsuło obojgu nastrój, dlatego dla relaksu siedzieli teraz na poduszkach pod oknem. Ona czytała na głos książkę, a on przysłuchiwał się opowieści. Kryminał wciągnął oboje, zaczęli nawet wymieniać się teoriami na temat możliwej tożsamości zbrodniarza gdy nagle odezwał się telefon. Dziewczyna odebrała i od razu pożałowała.
- Taka jesteś chora?! Nie ma to jak mały wypad na zakupy dla zdrowotności! Co?! Zwalniam cię!
Głos w słuchawce został zastąpiony miarowym pikaniem.
- Czy coś się stało?
- Właśnie straciłam pracę.
- I co teraz?
- Pójdę po ostatnią wypłatę i poszukam nowej...
- A jakiej?
- Może tłumacza? Znam w końcu wiele języków... Ale jest problem.
- Jaki? Przecież jako nieśmiertelna znasz je doskonale.
- No właśnie. Nie mam żadnych szkół, żadnych papierów, żadnych zaświadczeń. Wygląda na to że znów muszę skorzystać z pomocy.
- Jakiej pomocy?
- Wielu jest takich jak my. Na przestrzeni setek lat udało nam się złapać między sobą kontakt. Jesteśmy rozproszeni na całym świecie, ale staramy się trzymać razem. Na przykład tutaj, w Polsce, jest kilka klanów.
- Klanów?
- Tak nazywamy nasze grupy. Jesteśmy jak rodzina. Mamy tylko siebie, więc musimy być stale czujni, trzymamy się razem i nie ufamy obcym. To cena przetrwania. W pewnym sensie tworzymy coś na kształt mafii. Mamy idealne miejsce - nie za wysoko, żeby się nami nie interesowano, ale dostatecznie by mieć możliwości. Możemy godnie funkcjonować głównie dzięki fałszywym papierom, dlatego musimy mieć wpływy. Ważne firmy to nasza branża. Przynoszą zyski dość duże by wszystko organizować i dość niskie, by się nami zbytnio nie interesować.
- Ciężko mi uwierzyć że robisz coś takiego...
- Nie robię. Dlatego żyję skromnie. Ja tylko od czasu do czasu pomagam. Tylko dlatego że należę do klanu i Potrzebuję jego pomocy. Nie jestem tam nikim znaczącym.
Westchnęłam. Chyba nie mam wyboru... Muszę.
- Ty też będziesz musiał w tym uczestniczyć.
- Jakto?
- Nie możesz pozostać duchem. Nie masz żadnych dokumentów, zaświadczeń, niczego. Nie przeżyjesz w tym świecie. Nie mówię że teraz ale... w przyszłości.
- Dobrze. No to... gdzie idziemy?
- Chodź. Im wcześniej się tym zajmiemy tym szybciej będziemy mieli to za sobą.
.........................................................
Dwie postaci szły bocznymi uliczkami miasta. Były to jedne z tych dzielnic w które lepiej nie zapuszczać się samemu. Wilgotne powietrze przesycone było deszczem i wonią rozkładających się liści. Weszli do jednego z budynków i podeszli do siedzącego przy recepcji młodego chłopaka. W całym korytarzu rozbrzmiewały dzięki Angry Birds dochodzące z jego komórki. Nashera zdjęła kaptur i pochyliła się nam nim.
- Nieźle, ale celuj trochę wyżej.
Podskoczył zaskoczony.
- Nash! Bo zawału dostanę!
- Cliff, co ty tu robisz?
Uśmiechnęła się do niego i podała rękę w geście powitania.
- Ćśś! Teraz nie jestem Cliff, mów mi Artur. I uprzedzam, działam tutaj pod przykrywką, to tajna misja.
- A co masz ustalić?
- Tożsamość tego pajaca co mi wykrada cukier z szafki! Co za gnój, nie wie że nocny stróż nie przeżyje bez kawy?!
- Artur czy Cliff, słownictwo zawsze pozostanie to samo, co nie?
- To moja wizytówka. A kim jest twój kolega?
Zapytał, zerkając podejrzliwie na dopiero co zauważonego chłopaka. Zdjął kaptur kurtki a stróż odskoczył na bok.
- O żesz kurwa w dupę kopana! Uriel, stary, czy to ty?!
- Na to wygląda.
- Ale jak... co się... Ale ty...
- Spokojnie - upomniała go dziewczyna - Nie gorączkuj się tak. Pogadamy potem, teraz potrzebuję pilnie skontaktować się z Orifelem.
- Jasne jasne. Daj no mi tylko momencik.
Cofnął się do pomieszczenia stróżów i zaczął gorączkowo z kimś rozmawiać. Po chwili jego kudłata głowa wychyliła się przez róg.
- Szefu ma fazę na wiązanki, zanim skończy to wy już będziecie na górze. Idźcie śmiało. Acha, Uriel! Bo bym zapomniał. Wiesz... fajnie cię znowu widzieć.
- Dzięki.
Zaczęli wspinać się po obskurnych schodach. Wszystko wyglądało niczym stare przedwojenne blokowisko. Nic nie wskazywało na to, że może to być siedziba upadłych aniołów. Dopiero gdy weszli na wyższe piętro ich oczom ukazał się skąpany w przyjemnym świetle świec korytarz o dość skromnym, ale bardzo przyjemnym biało - czarno - niebieskim wystroju. Na końcu korytarza były lśniące podwójne drzwi z ciemnego drewna. Nashera bez cienia wahania nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi.
- I powiem Ci coś jeszcze, jeśli jeszcze raz dowiem się że...
W tym momencie urwał. Odwróciwszy się i zobaczywszy kto stał w jego drzwiach stanął jak wryty z telefonem przy uchu i kubkiem kawy w połowie drogi do ust.
- Dokończymy później - zdołał tylko wymamrotać do słuchawki i odłożył ją na aparat telefoniczny. Jego złociste loki i lazurowe oczy zamarły, jak gdyby dostrzegając powagę sytuacji. Opalona skóra nieco zaburzała realny obraz, ale Nashera była prawie pewna że zbladł. Poluzował niebieski krawat jak gdyby zrobiło mu się gorąco.
- Czyli jednak plotki nie kłamią. Nasz drogi cherubin dołączył do grona upadłych. Witaj w naszych szeregach.
...........................................
ŁO MATKO ALE MNIE DŁUGO NIE BYŁO! No ale cóż, liceum to nie przelewki. Uczy się człowiek a na zaliczeniu tak czy inaczej trója XD Nie zabijajcie mnie, ale nie wiem kiedy dodam następną notkę. Na swoją obronę dodam, że wszystkie dotychczasowe posty są pisane na komórce XD postaram się poprawić i dodać coś jak najszybciej. Mamy tutaj już zawiązek akcji, będziemy rozwijać ten wątek.
Gorąca prośba o pozostawienie komentarzy!
I na koniec pytanie dla was: Czemu Orifel tak dziwnie zareagował? Co knuje Gabriel? Czy Artur złapie tego kto kradnie mu cukier? Czy były szef naszej bohaterki wścieka się tak, bo męskie stringi piją go w tyłek? Dowiecie się już w następnym odcinku XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz