Usiedli na niebieskiej kanapie stojącej w rogu gabinetu. Orifel usiadł na fotelu naprzeciwko nich. Uriel zerknął na swoją ukochaną. Siedziała dziwnie sztywno, jak gdyby była spięta; gotowa do ataku... lub obrony. Ich rozmówca również wydawał się dziwnie podenerwowany. Atmosfera zgęstniała, niczym odstawiona do lodówki galaretka.
- Orifel, nie zamierzam owijać w bawełnę. Uriel potrzebuje tożsamości a ja pracy.
Upadły anioł znacznie się rozluźnił. Sprawy biznesowe natychmiast pochłonęły całą trójkę. Nashera dostała nową pracę i papiery świadczące o wykształceniu. Z Urielem był większy problem. O ile imię mogło pozostać niezmienione, ze względu na "wychowanie w bardzo katolickiej rodzinie ", o tyle nazwisko było kwestią trudną. Orifel kategorycznie nie chciał się zgodzić na nadanie mu jej nazwiska i uznanie Ich za małżeństwo. Twierdził że zbyt wiele osób ją zna, a poza tym sprawiłoby mu to masę problemów. Było to naprawdę dziwne, ale ostatecznie Uriel wyszedł z gabinetu jako Uriel Dąbski. Dziwnie to brzmiało, ale nie chciał porzucić swojego imienia. Było to zrozumiałe - to jedyne co mu pozostało. Pożegnawszy się z młodym stróżem wrócili do domu.
- Orifel bardzo się zmienił.
- Jak my wszyscy. Nie mieliśmy wyboru. Nie jest nam łatwo na tej ziemi.
- Nie uważasz że trochę przesadził z tym nazwiskiem?
- Coś mi tu śmierdzi. Jego wyjaśnienie miało sens, ale bez przesady. Martwię się. On coś knuje, czuję to.
........................................................
Telefon odezwał się o umówionej godzinie, jak zwykle z rażącą punktualnością. Orifel niechętnie podniósł słuchawkę.
- Pisałeś że masz problem. O co chodzi? - Przemówił głos.
- Uriel wrócił.
W jego głosie słychać było napięcie i strach przed reakcją rozmówcy. Przez chwilę panowała kompletna cisza, by, kilka sekund później odezwał się ponownie, przerażająco spokojny.
- Znalazł ją już?
- Byli u mnie dzisiaj. Ona chciała pracę a on dane osobowe. Chcieli... chcieli mieć wspólne nazwisko, ale im to wyperswadowałem...
- Dobrze. Jeszcze tego by mi brakowało... To nawet dobrze że on tu jest. Dasz radę go w coś wrobić? Coś z czego bez nas się nie wykaraska, ale bez przesady, nie chcę żeby się nią zainteresowali. Mają go wsadzić, a ona ma błagać o pomoc.
- Dam radę. Tylko że...
- Wątpliwości?
- Dlaczego nie weźmiesz jej sobie od razu?
W słuchawce rozbrzmiał cichy śmiech, który przyprawiał o gęsią skórkę.
- Chcę żeby przyszła do mnie z własnej woli. Nie chcę jej złamać. Jej duma dostarczy jej cierpień większych niż mógłbym dać ja. Chcę na to patrzeć. Jak jej urażona godność sprawia jej ból, a wszystko to moja sprawka...
Głos był ochrypły i dziwnie nieobecny, jak gdyby te wszystkie okropności go podniecały. Oether drżał, po czole spływał mu zimny pot. Bał się swojego rozmówcy. Dało się to usłyszeć w jego głosie.
- W... W takim razie zrobię jak każesz.
Odłożył słuchawkę czym prędzej, nadal drżąc na wspomnienie kończącego rozmowę śmiechu. Nie chciał mieć z nim nic wspólnego, ale nie miał wyjścia. Trzeba trzymać się silniejszych, zwłaszcza, jeśli to oni będą za chwilę rozdawać światu karty do gry bez zasad.
..........................................................
W pokoju nie paliło się ani jedno światło. Jedynym jego źródłem był blask metropolii wpadający przez szyby balkonu. Postać stojąca przy szybie miała nieobecny wzrok, całkowicie ignorując tętniące życiem, nawet w tak ciemną noc, miasto. Wysoki, smukły mężczyzna pogrążony był w swoim własnym świecie. Jego umysł sięgał dalej niż sięga wzrok, do odległych światów i krain. Do karmelowych włosów pewnej młodej kobiety. Do jej niezwykle pięknych, lazurowych oczu, okolonych czarnymi rzęsami. Do jej kobiecej, kuszącej sylwetki i delikatnego, bladego ciała, nieskalanego dotykiem rąk...
Uderzył czołem o szybę. Wystarczy!!! Jeszcze nie teraz... Ale już niedługo. Już niedługo nie będzie musiał się z tym kryć. Już niedługo będzie jego... Wkrótce setki lat ciągłych kłamstw, oszustw i szantaży dadzą efekt. Już niedługo zaspokoi targającą nim od tysięcy lat żądzę. Zerknął na swoją dłoń. W zaciśniętej pięści trzymał szczątki telefonu. Zmiażdżył go gołą ręką. Zamknął oczy by się uspokoić. Musi nad tym panować. Pomimo wszystko, nie chciał zrobić tego samego z nią. Sam już nie wiedział. Chciał ją skrzywdzić, chciał żeby mu ufała, żeby była tylko jego. W każdym aspekcie. Ale wiedział jedno: chciał jej, i nie miał zamiaru pozwolić komukolwiek, żeby stanął mu na drodze.
................................................
Trochę mnie nie było, ale wena nie sługa, poza tym... Pliis, błagam o komentarze XD to byłby mega motywator, jestem pewna że od razu wrzuciłabym nowy post. A tak to aż się odechciewa... Odpowiedzi na postawione ostatnio pytania: już wiecie; pewnie się domyślacie; nadal szuka ; tak. W najbliższym czasie, czyli jeszcze przed świętami, mam zamiar wstawić nowy i dużo dłuższy post. I tutaj pytanie dla was. Pewnie się domyślacie co się będzie niedługo działo. A jak nie to UWAGA SPOJLER! Będziecie chcieli wersję bardziej odpowiednią ( czytaj: okrojoną ze wszystkich pikantniejszych szczegółów) , czy może odwrotnie? Tę kwestię pozostawiam wam do rozstrzygnięcia w komentarzach, piszcie co chcecie a czego nie. Jeśli coś wam nie pasuje, obojętnie czy są to moje ewentualne błędy, strona graficzna czy treść, piszcie, z chęcią przyjmę krytykę i dostosuję się do waszych oczekiwań 😊
Kiedy kolejna część? Ja bym wolała wersję ze szczegółami, byłaby ciekawsza. A tak po za tym to u mnie kolejna część :)
OdpowiedzUsuńRany, jest komentarz! Strasznie się cieszę, nad następnym rozdziałem jeszcze pracuję, ale postaram się wstawić go jak najszybciej, jak tylko oderwę się od pisania książki. Na życzenie - będą szczegóły. Oby tylko nikt z moich znajomych nie dowiedział się co się dzieje w mojej głowie XD
UsuńSerdecznie dziękuję za komentarz, mega motywacja aktywna XD obiecuję że wpadnę zobaczyć tę nową cześć ;)