Nashera oddychała spokojnie, powoli wybudzając się ze snu. Rozejrzała się, zaspana. Gabriela już nie było. Uspokojona, ułożyła się z powrotem w miękkiej pościeli. Nie dane jej jednak było zasnąć, ponieważ jej organizm dał znać o swych potrzebach, obwieszczając swoje niezadowolenie głośnym burczeniem. Zerknęła na stojący na szafce nocnej zegar. Była siódma rano. Przespałam prawie całą dobę?! - zdziwiła się. Mimo wszystko była jednak zadowolona, że nikt jej nie budził. Uznając, że dość już leżenia w łóżku, wstała i poszła pod prysznic, zerkając smętnie na czystą już wannę. Chłodna woda pomogła jej zmyć z siebie resztki odrętwienia, pobudzając stężałe mięśnie do pracy. Nie czekając na służącą, usiadła przy toaletce w samym ręczniku, starając się rozczesać wilgotne włosy. Mniej więcej w połowie czynności zobaczyła w lustrze, jak dziewczyna wchodzi do pokoju i zamiera, dostrzegając ją. Szybko jednak otrząsnęła się i zaczęła ścielić łóżko.
- Dzień dobry, panienko. Jak się panienka czuje?
- Dużo lepiej, dziękuję za troskę.
- Długo panienka spała. Wkrótce zostanie podane śniadanie. Głodna?
- Jak wilk.
Uśmiechnęła się nieznacznie. Bardzo starała się być miła, mimo zdenerwowania. Nie wiedziała już, czego może się spodziewać. Miała tylko nadzieję, że Gabriel mówił szczerze i nie zamierza jej skrzywdzić.
Zauważyła, że Milena patrzy na jej posiniaczoną skórę.
- Czy coś się stało? - Zapytała, chcąc delikatnie zwrócić jej uwagę.
- Nie, skąd - zreflektowała się. - Po prostu... Teraz już rozumiem, co Pan miał na myśli...
- To znaczy?
Po twarzy pokojówki przemknął cień, jak gdyby zdała sobie sprawę, że powiedziała zbyt wiele. Strach przed gospodarzem walczył w niej z sympatią do młodej kobiety.
- Co powiedział?
- Pan nakazał mi wybrać dla panienki strój, który odkrywałby więcej ciała. Powiedział, że jeśli będzie panienka miała opory, to mam wyjaśnić, że widząc wyrządzone szkody, ma pewność, że nie zrobi nic, czego by żałował.
Nashera kiwnęła głową, zamyślona. Jeśli faktycznie miał sumienie, to z pewnością widok jej ciała, w takim stanie, będzie dla niego bardzo nieprzyjemny. A mimo to dobrowolnie godził się na to, by dać im obojgu gwarancję. Potrafiła docenić coś takiego. Głównie dlatego nie protestowała, zobaczywszy wybrane dla niej ubranie. Biała bluzka ze zwiewnego materiału odsłaniała ramiona i obojczyki, przy czym była dość krótka, bo sięgała zaledwie do połowy brzucha. Jeansowe, jasne biodrówki sprawiały, że czuła się niekomfortowo. Miała wrażenie, że jest pół naga, co nie zbyt mocno odbiegało od faktycznego stanu rzeczy. Najgorsze sińce były na widoku. Milena patrzyła na nią szeroko otwartymi oczyma, gdy wyszła z łazienki. Sama nie wiedziała, czy dlatego, że wyglądała tak cudownie, czy dlatego, że tak strasznie. Upięła jej włosy wysoko, bardzo swobodnie, odsłaniając szyję, również naznaczoną drobnymi siniakami, ale też, co wprawiało obie w zakłopotanie, śladami zębów. Wprawne oko mogło dostrzec je również w innych miejscach na jej ciele, ale na szyi najbardziej rzucały się w oczy. Nashera była zawstydzona, bo był to jednoznaczny dowód na to, co się stało.
.......................................................................
Wchodząc do jadalni, miała mieszane uczucia. Z jednej strony była przerażona, z drugiej jednak chciała wierzyć w to, co jej mówił. Pomieszczenie wyglądało inaczej niż zapamiętała. Prawdopodobnie dlatego, że tym razem rozświetlały je promienie słońca, wpadające przez wysokie okna. Gabriel stał przy nich, odwrócony do niej plecami. Miał na sobie białą koszulę, która bardzo mocno kontrastowała z jego włosami. Przełknęła zdenerwowanie i postanowiła się odezwać jako pierwsza.
- Dzień dobry... - Mówiła cicho, dzięki czemu drżenie w jej głosie było nieco mniej słyszalne. Nieco.
Odwrócił się ku niej, po czym zamarł na chwilę, nie mogąc oderwać od niej spojrzenia zielonych tęczówek. Zaraz jednak uśmiechnął się i podszedł do niej swobodnym krokiem i, wprawiając ją w zdumienie, ucałował jej rękę.
- Dzień dobry. Długo spałaś. Zjesz ze mną śniadanie?
Kiwnęła tylko głową, onieśmielona. Usiedli do stołu. Tym razem jednak nie tak daleko, ponieważ krzesła ustawiono nie wzdłuż, a w poprzek. Nashera była nieco zaniepokojona tą bliskością, jednak postanowiła to zignorować. Nie narzucał się ze swoim dotykiem, ich nogi nie stykały się pod blatem, dlatego postanowiła obdarować go umiarkowanym zaufaniem. Jedli w ciszy; co jakiś czas przyłapywała go na smętnych zerknięciach na odsłonięte fragmenty jej ciała.
- Chcesz zobaczyć resztę domu?
Pytanie nieco ją zaskoczyło. Nie spodziewała się takiego traktowania. Było to jednak pozytywne zaskoczenie, dlatego przystała na jego propozycję.
.........................................................................
Jadalnia mieściła się na parterze i wychodziło od niej troje drzwi. Jedne prowadziły do znanego jej już krótkiego korytarza i schodów na piętro, do części sypialnej. Drugie, jak wyjaśnił Gabriel, do części przeznaczonej dla służby. Większość parteru miała taki właśnie charakter, z wyjątkiem jadalni, wejścia i sali na przyjęcia. I tam właśnie prowadziły ostatnie, najładniejsze drzwi. Była to duża, niemal pusta komnata z wysokim sklepieniem i żyrandolami. Dwie ściany były wielkimi lustrami, jedna zaś składała się z samych okien i pary drzwi balkonowych, wychodzących na duży, kamienny taras. Kobieta podeszła do nich, oniemiała. Widok był naprawdę przepiękny. Teren był zboczem wzgórza pokrytego jeszcze jasną trawą. Nieopodal zielenił się iglasty las, a w oddali piętrzyły się góry o ośnieżonych szczytach. Błękitne niebo co jakiś czas przemierzała gnana silnym wiatrem chmura. Taras był podwyższony, z masywną, kamienną balustradą i schodami po obu stronach, prowadzącymi do żwirowych ścieżek.
Zachwycona, nie zwróciła uwagi na stojącego za nią mężczyznę, dopóki nie poczuła, że pochylił się nad nią, opierając podbródek o jej ramię i kładąc jej ręce w talii. Spięła się z nerwów, ale, gdy nie posunął się dalej, powoli zaczęła się rozluźniać, aż w końcu oparła się o niego, oddychając spokojnie.
- Jest w porządku? - Zapytał ją cicho. Jego głos przypominał mruczenie...
- Tak, już lepiej.
- Podoba ci się tutaj?
- Widok jest naprawdę... Idealny.
Pocałował jej szyję, co już się jej nie spodobało. Nie chciała go jednak tak brutalnie odtrącać, więc tylko zapytała pospiesznie:
- Pokażesz mi resztę?
Na chwilę całkiem się zatrzymał, z ustami przy jej skórze, ale zrozumiał jej intencje, bo odsunął się nieco i, kładąc jedynie czubki palców na wysokości jej łopatek, obrócił ją, wskazując drugą ręką w stronę dużych drzwi.
- Proszę tędy.
Przeszli do wejścia. Duże schody były na środku pokryte długim, czarnym dywanem, który ciągnął się od drzwi wejściowych, przez całą ich długość, rozgałęziając się wraz z nimi w dwie strony, wiodąc przez dwa, połączone ze sobą, główne korytarze. Dotknęła balustrady z ciemnego drewna, gdy wiódł ją po marmurowych stopniach. Drugie piętro zajęte było głównie przez sypialnie, w większości puste, oraz połączone z nimi łazienki. Było też kilka niespodzianek, między innymi pokój zajęty przez fotele i stół bilardowy oraz miejsce do gier karcianych.
- Po co ci to wszystko?
- Czasami muszę spotykać się z różnymi osobami. Zwykle to ja udaję się do nich z wizytą, ale czasem zapraszam ich tutaj, więc trzeba zadbać o gości. Poza tym, kiedy wyprawiam bal, niektórzy mężczyźni omawiają tu ze mną interesy.
- Wyprawiasz bale?
Spojrzała na niego, zaskoczona. Miał wprawdzie salę balową, ale nie wyglądał na kogoś, kto jej używa...
- Oczywiście. Głównie dla osób z naszego świata: świata legend i baśni. Raz do roku, w połowie stycznia, wyprawiam tutaj huczne przyjęcie. To taki bal maskowy.
Pokiwała głową, zamyślona. Musiał to zauważyć, bo zapytał:
- Nad czym tak się zastanawiasz?
- Myślę, że bardzo mało cię znam... Są tu jeszcze jakieś tak zadziwiające miejsca?
- Hm... - Udał, że się zastanawia. - Znajdą się dwa czy trzy... Chodź.
Złapał ją za rękę, prowadząc do innego pomieszczenia. Gdy tylko otworzył drzwi, stanęła jak wryta. Czego jak czego, ale nie spodziewała się tutaj takiego pokoju.
Ściany i podłogę pokrywały kafle. Z wyjątkiem może metrowego paska przy ścianach, cała podłoga była znacznie obniżona. W kilku miejscach były schodki, prowadzące do kolejnej "półki", pod którą znajdowało się ponad dwumetrowe obniżenie. Boki i dno miały wbudowane dysze.
- To jedno z moich ulubionych miejsc w tym domu. Można powiedzieć, że to mniejszy odpowiednik basenu, choć dla mnie to raczej... bardzo duża wanna.
- Musi być naprawdę świetne...
- A żebyś wiedziała. Można się tutaj wybornie zrelaksować. Możesz tu przychodzić, kiedy zechcesz, tylko uprzedzaj najpierw służbę, żeby wszystko przygotowali. Może... kiedy już się do mnie przekonasz... moglibyśmy spędzić tu trochę czasu razem. - Znów szeptał jej do ucha, uwodzicielskim głosem. Tym razem jednak sam się wycofał. Poszła za nim, lekko oszołomiona tym, jak na niego reagowała. Z całą pewnością się go bała, ale prócz tego czuła również inne rzeczy. Takie, których nie umiała pojąć. Jeśli odrzucić strach, to czuła, gdy jej dotykał, dreszcz ekscytacji, delikatne, ale i przyjemne skurcze mięśni wewnątrz ciała... Sama nie mogła w to uwierzyć, ale... czy mogła, mimo wszystko, pragnąć go? Korzystając z tego, że jej nie widział, uważnie przyjrzała się jego sylwetce. Był szczupły, ale wysportowany. Miał wąskie biodra i niezbyt szerokie barki. Długie nogi i ramiona. Jego długie palce i duże dłonie wyglądały jak stworzone do pianina. Mimo że te wspomnienia nie były dla niej miłe, wysiliła nieco pamięć, przypominając sobie, jak wyglądał nago...
Poczuła mocny skurcz mięśni, gdzieś w środku, w dole brzucha...
Na szczęście, a może i nieszczęście, byli już w całkiem innej części domu. W tej, która kojarzyła jej się najgorzej. W części sypialnej, a dokładniej w jej odnodze, należącej tylko do Gabriela. Zatrzymała się na moment, zdezorientowana. Gdy tylko to zauważył, podszedł do niej i bardzo delikatnie wziął jej twarz w dłonie.
- Obiecałem przecież. Nic ci nie zrobię. Poczekam na twoją zgodę. Chciałem ci tylko pokazać moje ulubione miejsce. Dobrze?
- Dobrze. - Odpowiedziała, ruszając za nim. Po chwili jednak postanowiła dodać - Przepraszam. Po prostu... przestraszyłam się.
- Nie przepraszaj. Rozumiem. Cóż... Ta część to moja część prywatna. Mieści się tutaj nie tylko moja sypialnia oraz miejsce, gdzie właśnie idziemy, ale również kilka innych.
Zatrzymał się, patrząc na nią poważnie.
- Możesz swobodnie poruszać się po całej posiadłości, nawet po tej części. Ale nie wolno ci wchodzić do pokoi, do których cię wcześniej nie zaprowadziłem. To bardzo ważne. Rozumiesz?
Kiwnęła głową, przełykając ślinę. Zaskoczyła ją jego stanowczość.
Zaraz jednak znów ruszyli, aż stanęli przed dużymi, dwuskrzydłowymi drzwiami.
- To właśnie moje ulubione miejsce.
Gdy pchnął drzwi, aż zachłysnęła się powietrzem, tak wielkie wrażenie wywarło na niej to, co zobaczyła. Stała na progu ogromnej biblioteki. Regały sięgały niezwykle wysoko, półki pięły się po ścianach, aż po wysoki sufit. Weszła, obracając się z zachwytu. Wyglądała, jak gdyby chłonęła każdy centymetr tego miejsca. Nawet nie zauważyła, że Gabriel puścił ją przodem, sam również oniemiały z zachwytu, jednak nad nieco innym widokiem. Nie mógł się napatrzeć na jej przepełnioną wręcz nabożną czcią minę.
- To niesamowite! Nigdy nie widziałam tyłu książek w jednym miejscu!
- Widzę, że ci się tu podoba... - Odezwał się, prowadząc ją między regałami do przeciwległego krańca ogromnego pomieszczenia, gdzie, przy wielkich, tworzących półkole oknach i przy wygasłym teraz kominku, ustawione na dywanie stały obok siebie dwa fotele, stolik i niewielka sofa.
Jej twarz była cała rozpromieniona, gdy, nie mogąc się powstrzymać, odwróciła się do niego i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Proszę, zostańmy tu trochę, proszę!
Uśmiechnął się, głaszcząc jej policzek.
- Jeśli sprawi ci to radość, to możemy zostać, ile chcesz. Wybierz książkę, poczytam ci.
Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, gdy odsunęła się i niemal natychmiast znalazła się między regałami, szukając książki. Stał tak jeszcze przez chwilę, niezwykle zadowolony z obrotu sytuacji. Nigdy nie widział jej tak radosnej... Po chwili podszedł do niej, starając się nie roześmiać, gdy zobaczył, jak wyciąga się, bezskutecznie próbując dosięgnąć opasłego tomu. Położył jej dłonie na ramionach, po czym, z zadowolonym uśmieszkiem, bez najmniejszego problemu zdjął powieść z półki i wręczył jej.
- Dziękuję. - Powiedziała z uśmiechem. - Ja nie sięgałam nawet na tyle, by jej dotknąć... Ile ty masz w ogóle wzrostu?
- 193.
- Uh? To nic dziwnego... Dzieli nas prawie 30 cm!
Zaśmiał się, widząc jej oburzoną minę. Gdy jednak nie podzieliła jego wesołości, szybko się zreflektował.
- Jesteś, faktycznie, niższa niż ja. Ale przy tym jesteś bardzo drobna i delikatna. Bardzo kobieca. Zapewne też przez to jesteś tak krucha... - Zasępił się. Dziewczynie zrobiło się go żal, dlatego postanowiła odwrócić jego uwagę.
- Czy ta książka może być?
Już po chwili siedzieli wygodnie w fotelach. Jego głęboki, delikatny głos przewijał się przez karty historii i przez czas. Po niecałej godzinie Nashera odważyła się i wstała, po czym usiadła na ziemi przy jego fotelu, kładąc mu głowę na kolanach. Był widocznie zaskoczony tak odważnym zachowaniem z jej strony, ale łatwo było poznać, że się ucieszył.
Nim się spostrzegli, zapadł zmrok. Jeden ze służących wszedł, by zapalić ogień w kominku.
- Przepraszam, że przeszkodziłem, Panie. - Rzekł, wychodząc.
Po chwili dało się słyszeć delikatny głos kobiety oraz jej zamyślony ton, gdy podnosiła głowę, chcąc spojrzeć mu w oczy.
- Czy wszyscy tutaj tytułują cię Panem?
Zastanawiał się chwilę, niepewny, o co może jej chodzić.
- Tak, wszyscy.
- Ty tego wymagasz, czy mówią tak sami z siebie?
- Hm... Chyba jedno i drugie. Dlaczego pytasz?
Odwróciła wzrok.
- Coś się stało? - Spróbował jeszcze raz.
- Nie, tylko... Dlaczego nie wymagasz tego ode mnie?
Bardzo go tym zaskoczyła.
- Moi pracownicy okazują mi w ten sposób szacunek. Zachowują dystans między sobą a mną - pracodawcą. Chciałabyś musieć zwracać się do mnie "Panie"? - Zapytał ironicznie.
- Nie, ale wiele by to ułatwiło.
- Co masz na myśli?
- Ja po prostu... Ja...
- Tak?
- Ja się w tym wszystkim gubię! Nic już nie rozumiem.
- O czym ty mówisz?
- Najpierw traktujesz mnie tak... okropnie, potem wymagasz od swojej służby, żeby byli służbą i dla mnie, a nawet okazywali mi szacunek, jak gdybym była nie wiadomo kim... potem traktujesz mnie jak niewolnicę, a teraz jak... Nawet nie wiem jak to nazwać... Jak damę? Gubię się w tym wszystkim. Nie mogę znaleźć sobie miejsca w tej rzeczywistości, bo nie wiem już, kim mam tutaj być! Nie rozumiem tego...
Milczał chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Pokazała mu całe sedno problemu...
- Nigdy nie podchodziłem do ciebie jako do niewolnicy. Nigdy nawet tak o tobie nie pomyślałem i chcę, żebyś zawsze o tym pamiętała. Ale rozumiem, że potrzebujesz, żebym jasno określił, czego od ciebie oczekuję.
Zawahał się na moment, po czym wyciągnął do niej rękę, mówiąc:
- Nic nie zrobię. Chcę tylko coś sprawdzić.
Pokiwała głową i pozwoliła mu się do siebie przyciągnąć. Zestresowała się, gdy delikatnie pokierował nią, by usiadła okrakiem na jego udach, ale nie odmówiła, postanawiając mu zaufać. Jego usta delikatnie muskały jej szyję, czubki palców zaś plecy, ramiona i brzuch. Nie bojąc się, pozwalała mu na to, czując przyjemność. Po chwili sama już odchylała głowę, wystawiając się na pieszczoty, delikatnie wyginając plecy w łuk. Jej oddech przyspieszył, a biodra, mimowolnie, same lekko się poruszały, gdy jego palce sunęły po jej ciele, tak blisko krawędzi spodni...
Ruchy Gabriela zwolniły, by po chwili całkowicie się zatrzymać. Siedzieli chwilkę, on z twarzą przy jej szyi i rękoma w talii, ona - zanurzając palce w jego włosach. Była lekko oszołomiona, sama nie wiedziała, czy jego pieszczotami, czy swoją reakcją. Do tego właśnie chciał ją sprowokować... Żeby przestała się bać i reagowała naturalnie.
- Chciałaś tego, prawda? Podobało ci się... - Mówił, z delikatnym uśmiechem.- Proszę, powiedz to...
- Tak, podobało mi się - Wyszeptała.
- Czyli jednak. Pomimo wszystko, ty też zaczęłaś mnie pragnąć.
Patrzył jej w oczy, oczekując odpowiedzi, niczym dziecko wymarzonej nagrody.
- Tak... - Szepnęła, cała zarumieniona ze wstydu. Nie była w stanie patrzeć mu w oczy, gdy to mówiła.
Zaczął całować jej twarz, jak gdyby z wdzięczności.
- W takim bądź razie... Czy wielkim nietaktem byłoby, gdybyś została... moją kochanką?
Zamarła. Kochanką? Jeszcze niedawno oczekiwała niewolnictwa, a teraz...
- Czy coś się stało? - Zapytał, zmartwiony, nie uzyskawszy odpowiedzi. Patrzył w jej zamyślone oczy, szukając w nich urazy, gniewu, ale niczego takiego nie zastał...
-... Nie. Po prostu mnie nieco zaskoczyłeś.
- Czy to znaczy "tak"?
-... Tak.
Był widocznie szczęśliwy. Nashera zamknęła oczy, wypróbowując w myślach, jak to brzmi. Jestem jego kochanką.
Znając swoje miejsce w tej hierarchii, bardzo szybko przestała się bać. Całowali się czule. Serce Nashery zostało uwolnione. Zrozumiała, że tak naprawdę nigdy nie kochała Uriela. Była to nieco inna więź, właściwa tylko aniołom. Polegała nie na namiętności i gorącu uczuć, ale na więzi nie romantycznej, jaka tworzyła się między rodzeństwem. Nigdy tak naprawdę nie myślała o nim w takich kategoriach. Za to Gabriel...
- Jestem twoją kochanką... - Powiedziała z uśmiechem, muskając ustami jego szczękę.
- Tak. Jesteś moją kochanką. - Odparł, przygryzając płatek jej ucha, wywołując u niej dreszcz ekscytacji.
..........................................................................
Mroki nocy spowiły już całą posiadłość. Jego kroki były ledwo słyszalne, gdy niósł ją do swojej sypialni. Przylgnęła do jego piersi, oplatając go w pasie nogami. Trzymał ją mocno, blisko siebie, bojąc się, że mu się wyśliźnie i, upadając, zrobi sobie krzywdę. Cały czas się całowali, coraz bardziej namiętnie, natarczywie, używając języków i zębów. Anielica aż drżała z podniecenia, które i u niego wyraźnie dało o sobie znać. Już po chwili delikatnie położył ją na miękkim łóżku, obsypując gradem pocałunków rozbierane ciało. Tym razem robił wszystko o wiele wolniej, myśląc bardziej o niej, niż o sobie. Jej dłonie rozpinały guziki jego koszuli, pragnąc więcej. Jednak coś wciąż nie dawało jej spokoju...
- Gabriel... - wysapała, zwracając na siebie jego uwagę.- Ja... Tym... Tym razem nie będzie tak... tak jak poprzednio, prawda?
W jej głosie słuchać było niepewność. Pocałował ją czule, chcąc odsunąć od niej wszelkie frasunki.
- Nie. Obiecuję, że nic cię nie zaboli. Będę uważał, wszytko będzie powoli. Wiem, że jesteś niedoświadczona i delikatna. Nie bój się, kochana.
- Ah, powiedz tak jeszcze raz! Proszę... - Jęknęła.
- Kochana. Moja kochana.
Jego pocałunki schodziły coraz niżej. Wplotła mu ręce we włosy, gdy dotarły do krawędzi koronkowych majtek. Dyszała ciężko, cała rozpalona. Gdy wsunął w nią palec, wydała z siebie zaskoczony okrzyk, który niemal natychmiast uciszyły jego wargi. Odsunął się nieco i dostrzegł w jej oczach nieme pytanie.
- Spokojnie - szeptał jej do ucha, cały czas lekko poruszając palcem. Słyszał jej pojękiwanie i widział zamglone rozkoszą spojrzenie.- Jeśli cię trochę nie rozciągnę, to nie będzie ci zbyt przyjemnie. Ból odczuwa tylko kobieta, ponieważ to w jej organizm to ingeruje; dzieje się w niej.
Dołożył kolejny palec, na co odpowiedziało mu mocne wygięcie jej ciała i głośny wdech przez otwarte szeroko usta. Przebierała nerwowo nogami, nie mogąc się opanować. Po chwili jej wnętrze było rozciągane już przez trzy palce. Oddychała ciężko, zasypywana lawiną bodźców. Mięśnie wewnątrz niej mocno i szybko kurczyły się i rozkurczały na przemian.
- Gabriel... Ja... Ja już... nie mogę... Ah!... Proszę... Zrób to...
Dyszała mu do ucha, drżąc. Nie odrywając ust od jej szyi, ostrożnie, niezwykle powoli, spełnił jej prośbę. Krzyknęła, ale nie z bólu. Wiła się w spazmach przyjemności, gdy niespiesznie poruszali się w równym tempie. Oplotła nogi wokół jego bioder, chcąc go jeszcze bliżej. Bez pośpiechu doprowadzali się do ekstazy, poznając i badając swoje ciała. Gabriel był dla niej naprawdę szczodrym i gorliwym kochankiem, który nie szczędził jej rozkoszy i miał jej dobro na względzie. Wreszcie, gdy myślała, że umrze z nadmiaru przyjemności, nadeszło dla niej wybawienie, a, po chwili, również dla niego.
........................................................................
Leżeli obok siebie. Ich nogi były splecione. Ona miała głowę położoną na wyciągniętym ramieniu, on swoją podpierał zgiętą w łokciu ręką. Patrzyli na siebie, szczęśliwi i zmęczeni. Nie mógł oderwać oczu od swojej pięknej kochanki. Była taka spokojna... Jej smukłe, delikatne ciało zostało uleczone już kilka godzin temu, w bibliotece. Teraz nosiło na sobie tylko subtelne pozostałości jego pełnych pasji pocałunków, w postaci malinek. Uda plamiły ślady jego spełnienia. Nie martwił się, że może zajść w ciążę. Nawet bez skrzydeł i swojej mocy, pozostawała anielicą, więc było to niemożliwe. Karmelowe włosy rozsypały się wokół jej głowy niczym aureola. Wyciągnął rękę i odsunął opadające na jej twarz kosmyki. Pogłaskał jej policzek kciukiem, po czym przesunął ręką wzdłuż jej boku, zatrzymując się na biodrach i zjeżdżając ku pośladkom. Uśmiechnęła się na tę pieszczotę, przysuwając się bliżej niego i wtulając w jego pierś. Ucałował jej skroń i sięgnął po leżącą w nogach łóżka delikatną, jedwabną pościel. Wtuleni w siebie, zmęczeni stosunkiem i szczęśliwi swoją bliskością, zasnęli.
.........................................................................
Dzisiaj bez gadania ( możecie udawać że wam nie ulżyło?), pozdrawiam was serdecznie. Następny rozdział już jest w obróbce, ale pojawi się (szantażyk?) dopiero za jakiś czas, czyli po trzech komentarzach. Mała prośba: jeśli wam się podoba, to polecajcie znajomym, którym może się spodobać... Pozdrowienia z dna Kanionu Depresji.
Mam nadzieję, że się podobało...
Byłem przeczytałem ;-;. Nie mam nic więcej do powiedzenia, a nawet, gdybym miał to mózg wypalił mi się nad własnym (zaległym =.=) rozdziałem, więc przepraszam. Ale nie tylko ty siedzisz w Kanionie Depresji. Jakby coś pisz, podobno jestem dobrym antydepresantem ^ ^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę wiadra weny!
O mój boshe dlaczego nie jestem na bieżąco?! Od jakiegoś czasu nie mam czasu (jak zwykle ty niedorobieńcu). Jestem aktywna na wikii (a dokładniej dwóch) do tego oglądam anime i mam angielski domowy. No i w ten oto piękny sposób brakuje mi czasu na mojego bloga, ale nie, nie zapomniałam o nim. Jutro pojawi się nowy rozdział (mam taką przynajmniej nadzieję, bo chce już moją kochaną dwójkę wprowadzić w głębsze relacje). I ten tego no również pozdrawiam, ale nie z dna Kanionu Depresji tylko z najmroczniejszej otchłani Podziemia (jeżeli znasz chodź trochę mitologii greckiej to wiesz o co mi chodzi). Po za tym życzę ci deszczu weny, której mi już powoli brakuje.
OdpowiedzUsuńTo ja mogę być trzecia, żeby tylko się rozdział pojawił :)
OdpowiedzUsuń