- Już się zaczęło. Dotrzymasz słowa?
- Jeśli tylko ty dotrzymasz swojego. Jeśli mnie zdradzisz zabiję cię.
- To groźba?
- Raczej ostrzeżenie. I pamiętaj: on ma pozostać nietknięty. To moja karta przetargowa.
- Nie rozumiem, przecież tak czy inaczej nie dowie się że coś z nim nie tak.
- Dowie się. On ma jej moc, są połączeni. To działa tylko w jedną stronę, ona wie co się z nim dzieje, ale on nie wie nawet o jej istnieniu.
- Dobra, dobra! Skończ swoje wykłady. Zrobię jak chcesz.
..................................................................
Nashera otworzyła oczy. Widziała jak przez mgłę. Czuła silny ból w całym ciele, ale najbardziej dokuczała jej głowa. Miała wrażenie że mózg zaraz rozsadzi jej czaszkę. Wydawało jej się że światło razi ją, więc zamknęła oczy licząc, że przyniesie to ulgę. Znów zemdlała.
..........................................................
Tym razem czuła się inaczej. Było jej błogo, miękko i ciepło. Czuła się słaba, ale ból już ustał. Rozejrzała się. Leżała w łóżku. Choć bardziej odpowiednim słowem byłoby łoże. Było ogromne, wysokie i dość miękkie, choć nie zbytnio. Pościel w kolorach bieli i głębokiego błękitu, haftowany baldachim. Cała sypialnia była ogromna i przestronna, urządzona z rozmachem, ale nie przesadzona. Dość jasna, choć nie przytłaczająca. Łóżko znajdowało się na niewielkim podwyższeniu, obok niego szafka nocna. Po lewej wysokie okna, przesłonięte ciężkimi zasłonami. Na przeciwko drzwi. Boazeria i kwiecista tapeta, wyglądająca na drogą. Nie mogła uwierzyć że znajduje się w tak pięknym miejscu... Zaraz jednak przypomniała sobie okoliczności, które na to wpłynęły. Miała tu być więźniem.
Nie jest tak źle... Zawsze mogło być gorzej. Próbowała się pocieszyć, ale mimo to w oczach stanęły jej łzy. Chciała wrócić do domu, do ukochanego. Ale to było niemożliwe, bo ona już dla niego nie istniała. Teraz była niewolnicą Gabriela. Prawda, druzgocąca prawda, runęła na nią z porażającą siłą. Nie była już w stanie powstrzymać się od płaczu. Łkała jak nigdy, chowając twarz w miękkie poduszki. Czuła się bezwartościowa, a nawet jej jeszcze nie dotknął. Nie miała pojęcia jak poradzi sobie z takim poniżeniem, skoro już teraz czuła się jak... Nie. Nie jak dziwka. Dziwka miała wybór, a ona nie. Była jego właściwością. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że ten potwór będzie ją dotykał. Że to on będzie tym pierwszym, tym, który zabierze to, co zachowała dla ukochanego, bo zawsze marzyła że to będzie wyjątkowa chwila, którą spędzi z Urielem. Płakała jak zranione dziecko, a po kilku godzinach, gdy już zmęczyła się łzami, nadeszła gorzka obojętność, odcinając jej ból choćby cienką warstwą od skraju świadomości. Leżała tak, zwinięta pod pierzyną, aż nagle drzwi się delikatnie otworzyły i ktoś wszedł. Jej serce zamarło na moment, po czym rozpoczęło szaleńczy galop, ale nie poruszyła się. Ktoś odchrząknął. Nagle dotarło do niej, że to był kobiecy głos. Podniosła się do siadu i spojrzała na młodą kobietę stojącą w drzwiach. Nie była wysoka ani zbyt urodziwa, ale sprawiała wrażenie szczerej i miłej. Miała na sobie strój pokojówki, który mocno kojarzył się z XIX wiekiem. Te lata bardzo dobrze kojarzyły się anielicy, przywodząc na myśl czas spędzony w Wielkiej Brytanii. Była spokojna i lekko uśmiechnięta.
- Pan przydzielił mnie jako stałą pokojówkę do pani dyspozycji. Jest siedemnasta, niedługo zostanie podana kolacja. Pan kazał mi przekazać że życzy sobie pani obecności. Mam również pomóc się pani przygotowywać.
Informacje bardzo powoli docierały do jej głowy. Myślała że będzie tu więźniem, traktowanym gorzej niż zwierzę czy przedmiot, a wygląda na to, że całkowicie się myliła... Wiedziała jednak że pozory bywają mylące, więc nie chciała się narażać temu potworowi.
- Jak masz na imię? - Zapytała cicho.
- Milena, prosze pani.
- Nie mów tak do mnie, proszę. Nie jestem żadną panią.
- Niestety nie mogę spełnić tego polecenia, bo Pan kazał mi okazywać szacunek. Mogę mówić "panienko", jeśli bardziej to odpowiada.
- Niech więc tak będzie.
Była bardzo zaskoczona. Szacunek? On wymagał, aby służba okazywała jej szacunek? Nie była przecież żadną panią, nie była nikim ważnym, tylko jego niewolnicą!
- Jak się panienka czuje?
- Już dobrze.
- W takim razie, jeśli mogę, zasugerowałabym kąpiel. Wybiorę w tym czasie coś odpowiedniego do ubrania.
Nashera skinęła tylko głową i wstała, udając się do wskazanego przez Milenę pomieszczenia.
Połączona z sypialnią łazienka była bardzo przestronna i funkcjonalna. Stojąc pod prysznicem przytknęła czoło do pokrytej beżowymi płytkami ściany, starając się uspokoić. Bała się. Wiedziała jednak że nie ma wyboru. Musiała być posłuszna. Owinąwszy się dużym, białym ręcznikiem i zawinąwszy włosy w jego mniejszy odpowiednik wychyliła głowę przez uchylone drzwi. Pokojówka podeszła do niej i z uśmiechem podała jej ubrania. Wzięła je, starając się wymusić uśmiech, mający oznaczać podziękowanie, po czym zniknęła za drzwiami. Gdy uważniej przyjrzała się trzymanej odzieży aż zakręciło jej się w głowie. Kładąc wszytko na krześle usiadła na ziemi, chowając głowę między kolanami i walcząc z mdłościami, które nachodziły ją zawsze, gdy ogarniało ją przerażenie. Była zdenerwowana i rozdarta, kompletnie nie mogąc odnaleźć się w nieznanej sytuacji. Zaczęła spokojnie oddychać, zmuszając się do odsunięcia wszelkich emocji na bok. Powoli wstała i zaczęła się ubierać. Czarna, koronkowa bielizna, sięgająca kolan sukienka w bardzo delikatnym odcieniu szarości, z koronkowymi rękawami i dekoltem. Skrzywiła się na myśl o nie osłoniętych nogach, ale zignorowała to. Buty na delikatnym obcasie dodawały jej wdzięku. Nie chciała patrzeć w lustro stojące w kącie dłużej niż było to konieczne, bo wymagało to przyjęcia do wiadomości tego, że Gabriel będzie zadowolony z jej wyglądu.
Milena pomogła jej ładnie upiąć karmelowe loki za pomocą kilku szpilek do włosów. Delikatny makijaż był jej zdaniem niezbędny. Choć Nashera bała się wyglądać ładnie, nie chcąc kusić gospodarza, nie protestowała. Pozwoliła pokojówce na wszystkie zabiegi jakie uznała za stosowne, a gdy nadeszła pora, pozwoliła jej się zaprowadzić do jadalni. Cała posiadłość była urządzona dość bogato, z dobrym smakiem. Pogrążona w ciemności, nie licząc niesionego przez służącą świecznika. Przeszło jej przez myśl, że Gabriel musi być tradycjonalistą, skoro potrafi docenić coś takiego. Szybko jednak odtrąciła ten pogląd, nie chcąc myśleć nic dobrego o kimś tak okrutnym, ani tym bardziej zauważać jakichkolwiek wspólnych cech między nimi.
Milena zatrzymała się przed dwuskrzydłowymi drzwiami. Anielica wiedziała co to oznacza. Od tej pory jest zdana na siebie, oraz na łaskę i nie łaskę gospodarza. Zawahała się z dłonią na klamce. Poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Pokojówka patrzyła na nią ze wzrokiem pełnym otuchy. Uścisnęła jej palce, wdzięczna za okazaną sympatię, po czym odetchnęła i weszła do jadalni.
Po lewej stronie palił się kominek. Owalny stół był już zastawiony do kolacji dla dwóch osób. Na krześle przy jego przeciwnym końcu siedział on. Patrzył na nią swoimi zielonymi oczami, które zdawały się zaglądać w jej najgorsze lęki. Ubrany w szarą koszulę, z przydługimi, czarnymi włosami zaczesanymi do tyłu, patrzył na nią, jak stała przy drzwiach, starając się opanować drżenie.
- Siadaj.
Wykonała polecenie. Jego głos był spokojny i melodyjny, ale wiedziała że za tym delikatnym tonem krył się bardzo okrutny mężczyzna. Mężczyzna, którego zdecydowanie nie chciała denerwować. Wpatrywała się w swoje dłonie. Gabriel pstryknął palcami i zza drzwi za jego plecami wyszło dwóch młodych mężczyzn. Postawili przed nimi talerze i wyszli. Ciekawe ile osób służy w tej posiadłości - pomyślała. Z całą pewnością sporo.
- Jedz śmiało. Mam nadzieję że będzie Ci smakować.
Zaserwowane danie - pieczony łosoś - był rzeczywiście wspaniały, jednak przez nerwy ledwo co zjadła. Gdy skończyli, ci sami mężczyźni wynieśli naczynia. Zapadła krępująca cisza. Przynajmniej w jej odczuciu. Gabriel oparł brodę na splecionych dłoniach i przyglądał jej się, zamyślony, podczas gdy ona pozwalała sobie co najwyżej na ukradkowe zerknięcia.
- Milena dobrze wykonała swoją pracę. Jestem zadowolony.- powiedział, wstając od stołu i niespiesznie zbliżając się ku niej. Kiwnęła tylko głową, nie wiedząc jak zareagować. Strach ponownie zaczął ją ogarniać, przybierając na sile z każdym krokiem który brunet robił w jej stronę. Stanął już przy jej krześle.
- Wstań. - polecił głosem równie spokojnym co poprzednio. Wykonała polecenie. Dzieliła ich bardzo mała przestrzeń. Podniósł rękę i delikatnie przejechał czubkami długich palców po jej szyi. Usłyszał jej szybki wdech i zobaczył jak jej klatka piersiowa szybko unosi się i opada.
- Boisz się mnie? - Zapytał, patrząc jej w oczy. Delikatnie uniósł jej podbródek, zmuszając ją do utrzymania kontaktu wzrokowego.
- Tak. - Wyszeptała drżącym głosem.
- Niepotrzebnie. Twój pobyt tutaj nie musi być wcale nieprzyjemny. Wystarczy tylko że będziesz mi posłuszna, a dam ci wszystko.
Chwycił w palce pojedynczy kosmyk, który opadł jej na twarz i założył jej za ucho. Był to bardzo miły gest. Delikatny. Uspokajał ją.
- Chodź.
Pociągnął ją delikatnie za sobą, trzymając za rękę. Poszła za nim, otumaniona samym jego zapachem. Zaprowadził ją do swojej komnaty. Wyczuł że znów zaczęła się denerwować, ale nie na tyle, by musiał się tym martwić. Stojąc obok łóżka pochylił się nad nią, całując ją w usta. Z początku była niepewna, ale po chwili zaczęła delikatnie oddawać pieszczotę. Rozochocony, sięgnął ręką do brzegu jej sukienki, pociągając go ku górze, sunąc po gładkiej skórze. Wtedy dziewczyna spróbowała się odsunąć. Nie pozwolił jej na to. Jego usta sięgnęły łabędziej szyi, całując ją i podgryzając. Nashera zaczęła się wyrywać i protestować.
- Przestań! - Pisnęła.
Poczuła silne uderzenie w twarz i upadła na łóżko.
- Co ty sobie myślisz? Nie masz tu nic do powiedzenia! - Krzyczał, wściekły.
- Jesteś moja, rozumiesz? Moja! Nie po dobroci, to trudno. Sama tego chciałaś!
Zawisł nad nią, przytrzymując jej ręce nad głową. Podgryzając mleczną skórę zaczął zdejmować z niej ubranie. Próbowała się wyrywać, ale on był o wiele silniejszy. Pocałował ją, brutalnie wpychając jej język do ust. W przypływie odwagi ugryzła go. Syknął z bólu, odsuwając się. Wymierzył jej kolejny policzek. Puścił ją na chwilę, zdejmując koszulę przez głowę. Nashera chciała wykorzystać to jako szansę do ucieczki. Wysunęła się z pod niego i spróbowała zbliżyć się do przeciwległego krańca łoża. Szybko jednak poczuła ręce na swoich biodrach. Mężczyzna przyciągnął do siebie wierzgającą kobietę, rozsuwając jej nogi. Jedną ręką wygiął jej ręce za nadgarstki, a drugą zaczął zdejmować spodnie.
- Nie, błagam nie!
Krzyczała, a on nic sobie z tego nie robił. Chwytając ją za włosy spojrzał jej w oczy z okrutnym uśmieszkiem i... zrobił to. Wszedł w nią.
Po całym korytarzu można było usłyszeć jej pełne bólu krzyki. Płakała z bólu, krztusząc się własnymi łzami. Co chwilę słyszał jej łkanie.
- Proszę, błagam! Przestań, błagam!
Chlipała, w myślach błagając by już skończył. Czuła się, jak gdyby rozrywał ją od środka. Jego ręce ściskały jej ciało, potęgując ból. Po dłuższym czasie jej prośby zostały wysłuchane. Znów sprawiając jej ból, wyszedł z niej, po czym ubrał się i wyszedł na balkon. Nadal szlochając, choć każdy ruch sprawiał jej ból, zwinęła się, przykrywając się brudną już teraz pościelą. Po chwili zdarzył się kolejny cud. Zasnęła.
...........................................................
Wyszedł na balkon, żeby ochłonąć. Mroźne powietrze pozwoliło mu odzyskać jasność myślenia. Wrócił do sypialni i ledwo powstrzymał jęk. Spojrzał na to, co zrobił. Na plamy krwi. Na drżącą kobietę. Nie mógł w to uwierzyć. To on jej to zrobił... A przecież nie chciał! Chciał żeby była jego z własnej woli...
..........................................................
O w mordę, ale się porobiło... Jeśli są tu osoby, które znają mnie osobiście, to proszę o nie palenie mnie na stosie! No ale cóż, była prośba o szczegóły, to macie. Co myślicie? Niedługo następny rozdział. Komentujcie, piszcie co myślicie, co wam się podoba, a co nie. Ciau!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz