piątek, 25 grudnia 2015

Skrzydlate upadki rozdział 6

   Nashera biegła ile sił w nogach. Musiała się Śpieszyć. Dopadła drzwi siedziby i pchnęła je. Całkowicie ignorując wołania stróża, że Orifel ma teraz bardzo ważne spotkanie i nie wolno mu przeszkadzać, zaczęła biec po schodach, przeskakując po kilka stopni na raz. Musiała coś zrobić, bez względu na wszystko...
.............................................................
Pukanie do drzwi stało się bardzo natarczywe. Zdezorientowana podeszła i otworzyła. Na progu stali trzej policjanci. Serce w jej klatce piersiowej rozpoczęło szaleńczy galop spowodowany panicznym strachem o to, co mogło się stać. 
- W czym mogę pomóc? 
- Czy przebywa tu niejaki Uriel Dąbski? 
- Owszem, ale o co chodzi? 
- Czy możemy wejść? 
Zaprosiła ich do środka bojąc się coraz bardziej o los ukochanego, który właśnie wszedł do pomieszczenia. 
- Jest Pan aresztowany za posiadanie fałszywych dokumentów i za inne wykroczenia mogące w skutkach doprowadzić do trwałego uszczerbku na zdrowiu lub śmierci wielu osób. 
- Co proszę? 
Nashera była w szoku, nie wiedziała, co się dzieje. Policja zabrała ich na komisariat. Okazało się, że któryś z przesłuchiwanych handlarzy narkotyków wskazał Uriela jako jednego z nich , posiadającego fałszywe papiery, świeżo przybyłego zza granicy. Twierdził, że dziewczyna o niczym nie wie, bo Uriel ją omotał i kilka dni temu zaczął ich znajomość, wprowadzając się do niej niemal od razu. Nie było żadnych dowodów na jej powiązanie ze sprawą, podobnie jak na niewinność Uriela. Dopełnił to jeszcze fakt, że jego dokumenty miały mankamenty właściwe podrobionym przez tamtych ludzi. Zatrzymali go, a dziewczynę wypuścili. Gdy tylko znalazła się poza zasięgiem ich wzroku puściła się dzikim pędem przez miasto, nie zwarzając na zmęczenie, światła ani mijanych ludzi. Potrzebowała pomocy. 
............................................................
Otworzyła drzwi do gabinetu Orifela, nie zwracając uwagi na to, że przerywa mu spotkanie, i, od progu, zaczęła mówić.
- Orifel, wybacz, ale to sprawa wielkiej wagi, Uriela właśnie...
- Wiem - przerwał jej. Stał, opierając się tyłem o biurko, jak gdyby nigdy nic, ubrany w garniturowe spodnie i niebieską koszulę. Całkowicie rozluźniony. Nagle drzwi za kobietą zatrzasnęły się z hukiem. Podskoczyła, zaskoczona, dopiero teraz zauważając postać kryjącą się w cieniu. Odwróciła się do przyjaciela, zdezorientowana.
- Orifel, co się tu dzieje? Uriel potrzebuje pomocy...
- Pomaganie mu nie leży w moim interesie.
- Co ty mówisz? - Była całkowicie zszokowana.
- Klan nie może zwracać na siebie tyle uwagi. Nie poświęcę dla niego bezpieczeństwa nas wszystkich.
- Ale on jest niewinny! Chcesz tak poprostu pozwolić im go mi zabrać?! Oni go wsadzą do więzienia! Dokumenty które od ciebie dostał miały mankamenty, wiedzieli, że są fałszywe! Chcesz to tak zostawić?!
- Dokładnie. Bo powiedz mi, dlaczego miałbym mu pomagać, skoro to nie da mi żadnych zysków?
- Czy ty wiesz co mówisz?! Zysków?! On był twoim przyjacielem!
- Stara zasada biznesu - trzymaj się tych, którzy są silni.
- Co się z tobą stało?! Co ja mam teraz niby zrobić?!
Zamyślił się, widocznie zadowolony z siebie.
- To zależy od ciebie. Jak wiele jesteś w stanie dla niego poświęcić?
- Wszystko. - Odparła bez cienia wahania.
- Nawet gdybym go z tego wyciągnął, byłby obserwowany, a my mielibyśmy problemy. Jedynym wyjściem było by, żeby wyciągnął go ktoś inny, i żeby Uriel ukrył się tam, gdzie go nie znajdą. W zastępach niebieskich.
- Uriel upadł! Jak ty to sobie wyobrażasz?
- Możesz oddać mu swoje skrzydła. Całą swoją moc, która uczyni go znów nieśmiertelnym aniołem, który nie zna miłości innej niż ta, którą znać powinien.
Nashera była w szoku. Patrzyła na niego, ale go nie widziała. Pękło jej serce. Jeśli go ocali, nigdy go już nie zobaczy. Zapomni o niej i o jej miłości. Zostanie włączony do anielskich zastępów, które nie potrafią tak kochać. Oboje będą nieśmiertelni, odzieleni na zawsze od siebie. Będzie cierpieć sama, znów będzie sama... Bez skrzydeł, bez mocy, bez Uriela... Ale czy miała jakiś wybór?
- Kto przekaże mu moją moc? Musi to zrobić ktoś inny, ja nie dam rady...
- Zdaję sobie z tego sprawę. I akurat jest ktoś taki... Ale jego pomoc słono kosztuje.
- Zrobię wszystko... Tylko proszę... pomóż mu...
Jej głos zaczął się łamać od bólu, który rozrywał ją od środka. Z cienia za nią zaczął się wyłaniać zapomniany mężczyzna. Wysoka, smukła postać o włosach czarnych jak węgiel i niesamowicie zielonych oczach.
- Nie zrobię tego za nic. Moja pomoc będzie cię kosztować.
Nashera odwróciła się do niego, cierpiąca i zdezorientowana. Gdy tylko spojrzała na niego, otworzyła szeroko oczy i cofnęła się, przestraszona. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi.
- Gabriel...?
Mężczyzna uśmiechnął się przebiegle, zadowolony z siebie. Powolnymi, majestatycznymi ruchami polującego drapieżnika zaczął się do niej zbliżać, a ona oddalała się od niego, idąc do tyłu, byle jak najdalej od niego. Jego spojrzenie było straszne. Widać w nim było zabójczą mieszankę samozadowolenia, głodu i poczucia władzy, którą miał nad przestraszoną kobietą. Spojrzała na Orifela, szukając u niego pomocy. Ale w jego oczach zobaczyła tylko strach i posłuszeństwo wobec anioła.
- Co to wszystko znaczy? - Jej głos, wydobywający się z zaciśniętego gardła, był chrapliwy i niewiele głośniejszy od szeptu.
- Układ sił się zmienia. A ja zawsze trzymam z silniejszymi. Tobie też to doradzam. Tylko on może pomóc Urielowi.
Spojrzała na niego. Teraz zrozumiała swoją wizję. Układ sił się zmieniał. Gabriel spiskował z Lucyferem, żeby przejąć władzę. Wciągnął w to Orifela, bo miał wpływy na ziemi ludzi, zastawili na nią pułapkę, wykorzystując jej przywiązanie do Uriela. A ona wpadła prosto w ich sidła. Stała na drodze do własnej zguby, gdzie nie było możliwości powrotu ani żadnych rozwiązań, żeby uciec. Mogła tylko kroczyć do przodu wytyczoną przez nich trasą. Nie rozumiała tylko...
- Dlaczego ja? Do czego jestem wam potrzebna? Nie mam nic na czym mogłoby wam zależeć. Co mam zrobić? Czego żądacie w zamian za pomoc? Nie mam nic...
- Ja nie żądam niczego. Mnie wystarczy, że Gabriel dostanie, czego chce.
Nashera spojrzała pytająco na stojącego zaledwie kilka kroków od niej mężczyznę. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy i jeszcze bardziej przerażający.
- Nie masz nic, czym mogłabyś zapłacić za wolność i bezpieczeństwo Uriela?
Pokręciła głową, coraz bardziej bojąc się tego co może wymyślić ktoś jego pokroju.
- A mnie się Wydaje że jednak masz. Coś, co ponoć ludzie cenią bardziej od złota i bogactw, zwłaszcza w tym kraju. Coś na czego pochwałę śpiewają pieśni i za co giną. - Znów zaczął się do niej przybliżać, a ona znów się cofała. Zadrżała ze strachu, gdy jej plecy spotkały się z zimną powierzchnią ściany. Poczuła się jak zapędzone w kozi róg zwierzę. Oddychała szybko, przerażona. Gabriel gwałtownie oparł ręce po bokach jej głowy, odcinając jej wszystkie możliwości ucieczki. Wpatrywała się w niego, sparaliżowana strachem. Nachylił się nad drżącą kobietą i wyszeptał jej do ucha lekko ochrypłym głosem:
- Twoja wolność, w zamian za jego.
Odsunął się nagle, jak gdyby nigdy nic i wpatrywał z widocznym oczekiwaniem w drżącą, przerażoną kobietę. Widać było, że ten widok bardzo mu się podoba, że podoba mu się to, jak na nią działa, jaką wielką ma nad nią władzę. Zamknęła oczy, a z pod jej powiek wymknęła się jedna, pojedyncza łza.
- Nie dajecie mi żadnego wyboru. Zgadzam się.
Gabriel uśmiechnął się jeszcze szerzej, zadowolony z efektów swoich starań. Podszedł do niej i wyciągnął rękę w jej kierunku. W momencie gdy ją uścisnęła poczuła się bardzo słaba, a całe jej ciało przeszły spazmy bólu. Nie mogąc się powstrzymać zaczęła, przez zaciśnięte zęby, wyć z bólu i wyginać się. Przestała kontrolować swoje ciało. Gabriel przyciągnął ją do siebie i zamknął szczelnie w ramionach, nie pozwalając jej zrobić sobie samej krzywdy. Wyrywała się zarówno z bólu jak i z chęci ucieczki od niego i strachu. Orifel odwrócił się, nie mogąc patrzeć na ból jaki jej sprawiano. Choć nie chciał, musiał być posłuszny woli Gabriela.
Po chwili wszystko się uspokoiło. Dziewczyna była tak wyczerpana cierpieniem i nadmiarem emocji. Jej delikatna natura nie mogła znieś otoczenia przez tyle zła. Trzymała się jedynie na skraju świadomości, nie mając sił wyrywać się wciąż trzymającemu ją mężczyźnie. Pozwoliła sobie na chwilę odpoczynku, opierając się o niego całkowicie. Wiedziała, że niewielki z resztą ciężar jej ciała jest niczym dla anioła. Odebrał jej moc. Znosiła ten ból z myślą, że dzięki niej Uriel będzie bezpieczny. Nie mając już sił, odpłynęła w ciemność, zamykając oczy.
..............................................................
Artur odsunął się od drzwi, przy których tak gorliwie podsłuchiwał i zerkał przez dziurkę od klucza. Nie mógł w to uwierzyć... Musiał coś zrobić, i to teraz, zaraz! Pognał w dół schodów do wyjścia, już złapał za klamkę, już otwierał drzwi gdy...
- Wybierasz się gdzieś? - Zapytał mężczyzna o niemiłym głosie, stojący po drugiej stronie.
Stróż chciał się na niego rzucić, ale jeden cios w głowę wystarczył, by go skutecznie ogłuszyć.
................................................
I jak tam, Robaczki? Wow, szósty rozdział a my już tak daleko... Ale teraz główny wątek fabularny zwolni, dzięki czemu będziemy mieli więcej sposobności do zajmowania się naszą dwójką. Nie zdradzę wiele, ale uprzedzam, że będzie się działo. Nieubłaganie zbliżamy się do... powiedzmy sobie "bardziej stymulujących wątków ". Czekam na wasze komentarze, uwagi i (być może) jakieś ciekawe teorie czy koncepcje. A może ktoś ma jakieś pytania? Piszcie śmiało.
Ps. Jako że nie uznaję świątecznych one-shotów postanowiłam w ramach prezentu świątecznego podarować wam poprostu nowy rozdział. Nie bijcie wy, którzy je lubicie! XD

3 komentarze:

  1. Przeczytałem. Z lekkim poślizgiem, ale to już siła wyższa (Ah, ta kochana różnica wzrostu). Więc tak... jest dobrze, po drobnych poprawkach mogłoby być bardzo dobrze. Zdarzyło się kilka literówek, powtórzeń, braków przecinka i błędów ortograficznych (pliss, "żeczywistość" ;-;), ale to można łatwo wyeliminować. Jeśli reflektowałabyś na jakieś bardziej szczegółowe wskazówki, to kontakt akurat na blogu u mnie wisi c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za instrukcje, z pewnością skorzystam i obiecuję poprawę ;) dysortografia robi swoje, ale obiecuję że się bardziej postaram. Dzięki za konstruktywną krytykę. W następnym poście obiecuję dokładne sprawdzenie i brak błędów. Miłego dzionka ;-)

      Usuń